Komunikacja czy komunikator?

Trzeba się zgodzić, że to, jak szybko dzisiaj rozwija się rynek za sprawą innowacji zapiera dech w piersiach. Przytakujemy i próbujemy nadążać za tymi zmianami w niemal każdej warstwie.  Dotyczy to także, a może najbardziej, sfery kompetencji i kwalifikacji pracowników. Dzisiaj jest tak, a już kilka miesięcy później wszystko się zmiania, bo w firmie pojawili się nowi ludzie, mając nowe doświadczenia i wiedzę. Poczucie bezpieczeństwa zatrudnionych, zdawałoby się na pełny etat, zostało ograniczone do mimum. Liczy się efektywność, skuteczność, przebojowość – w końcu zysk. Mówi się, że wyścig szczurów już dawno przeszedł do historii, że to zjawisko ustąpiło. Moim zdaniem trend ten się utrzymuje – ewoluował. Nadal w wielu firmach daje się odczuć i to bardzo dobitnie, że każdy walczy o swoje, a rzeczywistość kryzysowa tylko wzmogła czujność i obronę swojej pozycji w firmie.  Wyścig szczurów zrodził się na kanwie wysokiego odsetku osób wykształconych, które w latach 90 były gotowe na wszstko. Były wstanie zaakceptować wręcz nieograniczoną konieczność zaangażowania się w sprawy firmowe, bo osiągały wraz z jej rozwojem sukces osobisty. I tak od początku przemian gospodarczych w Polsce utarło się i ukształtowało, że ciężka praca, ale i bezwględność prędzej czy później przyniosą bogactwo – oczywiście w postaci materialnej. Tysiące młodych, zdolnych, choć nie posiadających doświadczenia menagerów ruszyło więc do boju, szczególnie o względy dużych korporacyjnych pracodawców. Tam wpisując się w twardy zestaw korporacyjnych procedur nikt nie wahał się zareagować, jeśli ów system nie był doskonały i ryzyko błędu ludzkiego niewelował do minimum. Tamtem system nie opierał się na komunikacji interpersonalnej, a na suchych komunikatach, wysyłanych e-mailem korespondencji w trybie sprawozdawczej, nakazowej i z reguły bezpłciowej, co zaczęło niszczyć relacje międzyludzkie. Dzisiaj ta mimowolna technika przekazu jest jeszcze bardziej posunięta do absurdu. Ludzie pracują w przedsiębiorstwach i nie widzą się całymi tygodniami ze swoimi kolegami, czy koleżankami z pracy. Liczy się co najwyżej najbliższy zespół, a i tu czymś zupełnie normalnym jest wysyłanie sobie e-maila zamiast pogadać będąc naprzeciwko, kilka biurek dalej. Koszmarne. Niemniej problem nie tkwi w tym, że staliśmy się osobami mającymi w ogóle problemy z komunikacją, ale w tym, że ta komunikacja jest sucha, pozbawiona ludzkich uczuć. Komunikat otwarty, który opiera się na myśleniu dwukierunkowym – wiem, co chcę powiedzieć, ale też z drugiej strony liczę się z tym, co może pomyśleć o tym druga osoba w praktyce nie istnieje. Komunikacja w firmach stała się egocentryczna. Ważne jest to, co ja mam do powiedzenia – moje zdanie, a nie to, czy kogoś tym urażę i co sobie ten ktoś pomyśli. I tak od zwykłej rozmowy na papierosku po narady i spotkania biznesowe tkwimy w tym bezosobowym, bezpłciowym tonie. Z reguły nie ma czasu, ani możliwości na drugą szansę. Nasłabsi odpadają. Byłem świadkiem niejednokrotnie jak cenni jeszcze kilka miesięcy temu pracownicy wylatywali z hukiem, bo dopytywali, bo zabierali czas swoim szefom, żeby zrozumieć skąd bierze się różnica zdań. Po prostu różnica zdań nikogo nie obchodzi. To przykre, ale nadwyraz prawdziwe. Nie mam bowiem pojęcia skąd w ludziach średniego, czy wysokiego szczebla miałaby się wziąć praktyczna wiedza w zarządzaniu zespołami, skoro dekadę temu sami przecieraliśmy szlaki i wówczas traktowano nas podobnie, albo nawet gorzej. No coż, taka odpowiedź być może jest jakimś wnioskiem, ale dlaczego nie potrafimy zrozumieć, że działa to na szkodę wszystkich. Jestem przekonany, że im dłużej będziemy godzić się i stosować taką bezosobową formę komunikacji, tym fluktuacja będzie większa i częściej te firmy będą po prostu gorsze, miałkie również dla konsumenta. Nie da się dzisiaj stworzyć efektywnego przedsiębiorstwa bez kultury organizacyjnej w jego wnętrzu.

Komunikacja otwarta to według mnie umiejętność deficytowa w chwili obecnej wśród pracowników i stojąc przed wyborem co jest, czy będzie za chwilę najważniejsze w większości  firm, to być może nadal skodyfikowany system porozumiewania się, ale jak najbardziej oparty na emocjach i empatii zarazem. A jeszcze bardziej stawiałbym tezę, że wysoki poziom komunikacji interpersonalnej będzie kluczem do sukcesu każdej organizacji, która stawia na rozwój, na skuteczne konkurowanie, na bycie tym najlepszym. Bez dobrej, efektywnej i otwartej komunikacji pomiędzy pracownikami każdego szczebla się nie obejdzie. Warto zwrócić na to uwagę i pomiędzy warsztatami natury czysto biznesowej postawić także na praktyczne umiejętności budowania relacji i komunikowania się.

8 marca 2010, 11:37 - Marcin Gieracz | Kategoria: organizacja

Komentarze (0)

Brak komenatrzy...

Kanał RSS dla komentarzy do tego wpisu...

Przykro nam, ale komentarze są zablokowane dla tego wpisu.