Liczy się wiedza praktyczna!

Każdy kto dzisiaj zechce indywidualnie, czy dla swojej firmy, znaleźć szkolenie zacznie zapewne od internetu. Wpisując w jedną z przeglądarek interesujący temat, czy ogólne szukane zagadnienie, wyskoczy zapewne całe mnóstwo ofert. I jak przyjrzeć się temu bliżej wszystkie łudząco podobne do siebie pod względem programu i ogólnego wrażenia. Z punku widzenia tego, co musi dokonać wyboru zaczyna się robić pod górkę.

Dla przykładu większość z 56 przedsiębiorstw, które odwiedziłem ostatnio realizując badanie Kondycja Marketingu już na etapie myślenia o tym, jakiego szkolenia poszukuje ma problemy z umiejętnością spisania potrzeb, a co dopiero z dopasowaniem tych potrzeb do oferty szkoleniowej spośród setek firm szkoleniowych, jakie operują w Polsce. Do gry wchodzi zatem wizerunek oferentów, który okazuje się być aż w 48% decydującym elementem determinującym do złożenia konkretnego zapytania przez zainteresowanego. Niejednokrotnie chodzi o dużą kasę i duże zlecenia na przeprowadzenie cyklu szkoleń na różnych sczeblach w przedsiębiorstwie. Można wnioskować, że trudy nad złożeniem super programu i zebraniem naprawdę doświadczonych trenerów przez firmę szkoleniową nie są tak istotne jak mogłoby się wydawać. Umiejętność efektownego uatrakcyjnienia swojego programu staje się w dobie marketingowych sztuczek i powszechnego PR-u koniecznością. Szkoda jednak, że zaczyna to być nadrzędną wartością już w samej realizacji warsztatów. Rozumiem, kiedy mowa o skutecznym marketingowym zabiegu, aby dotrzeć do pożądanych klientów i przekonać ich do wyboru właśnie “naszej” oferty. Niemniej, kiedy samo szkolenie również staje się wydmuszką zaczyna robić się groźnie. Jak wynika ze wspomnianego badania większość firm oceniając już samą realizację i jakość merytoryczną szkoleń ma kłopoty z dwoma obszarami: brak umiejętności z przekazaniem wiedzy i zainteresowaniem uczestników w osobie trenera oraz brak przełożenia wykładanej  wiedzy na zastosowanie jej w praktyce. jak się dowiedziałem, nawet kwalifikowani trenerzy nie są w stanie zmienić tego obrazu, gdyż decydentów w firmach coraz częściej interesuje tylko praktyczna strona warsztatu, której prowadzący osobiście pracował i na własnej skórze obcował z problemami, które są przedmiotem szkolenia. Nie powinno dziwić, że w Polsce wielu trenerów bardziej teoretyzuje niż potrafii na własnym case studies przedstawić, że coś było dobre, albo złe. Dotyczy to zwłaszcza praktyki w sprzedaży i marketingu. To dwa obszary, których cały czas uczymy się wszyszcy na co dzien pracujący i wykonywujący ten zawód. Dlaczego – bo jako pierwsze pokolenie dopiero od 20 lat doświadczamy mechanizmów związanych z reklamą. Stymulowanie procesów sprzedaży za pomocą zaawansowanych form persfazji i komunikacji angażujących grupy docelowe nie jest do wytłumaczenia za sprawą formułek i terminów książkowych. Nie jest także łatwe do wytłumaczenia bez podejścia indywidualnego do danej marki, produktu, czy specyfiki segmentu rynkowego, a w końcu bez uwzględnienia potrzeb i preferencji konsumenckich.

Drodzy wybierający i decydujący o wyborze firmy szkoleniowej – jeśli jakaś firma czaruje w swojej ofercie sloganem w stylu “nowoczesne, arcyskuteczne i natychmiastowe w skutkach formy sprzedaży” – dopytujcie, czy prowadzący podzieli się metodologią i wynikami, które świadczą o powyższym. Jeśli zauważycie w programie, że trener wyjawi Wam tajemicę przywództwa w XXI wieku, która sprawi, że zarząd firmy niemal z dnia na dzień zbuduje niepowtarzaną kulturę organizacyjną – proście o szczegóły: czy trener tego dokonał i jest twórcą tejże metody, czy może zauroczyła go najnowsza książka jakiegoś guru z USA, którą po prostu streści na szkoleniu, za które płacicie. Przytaczam dosłownie powyższe, gdyż bardzo rzadko można dzisiaj w Polsce spotkać praktyka, który godzi się na mało konkurencyjne stawki firm szkoleniowych, a którego wiedza jest naprawdę bardzo wartościowa. W efekcie często mamy prawo naciąć się na miałkie, nie wiele wnoszące szkolenie i trenera, który tanimi chwytami stara się nas bardziej zabawić, aniżeli czegoś realnie nauczyć.

Proszę mi wierzyć, że przykładów można mnożyć, ale nie to jest moim celem, aby ze świadomym sarkazmem wytykać hipokryzję firmom szkoleniowym. Bardziej obchodzi mnie faktyczne podnoszenie kwalifikacji i predyspozycji zawodowych polskich pracowników w polskich przedsiębiorstwach. Dzięki temu nasza konkurencyjność i nowe umiejętności pozwolą szybciej się rozwijać, wdrażać innowację a w konsekwencji poprawiać kondycję polskich firm.

15 marca 2010, 13:44 - Marcin Gieracz | Kategoria: organizacja,Promocja,Szkolenia

Komentarze (0)

Brak komenatrzy...

Kanał RSS dla komentarzy do tego wpisu...

Przykro nam, ale komentarze są zablokowane dla tego wpisu.