Marketerzy zdani na siebie?

Polski marketing, z czym zgadzają się jego najwięksi praktycy, charakteryzuje jedna cechą – jest bardziej partyzancki, niż można by przypuszczać. Mamy trzy poważne problemy.

Po pierwsze jesteśmy w ciągłej pogoni za światowymi wzorcami w tej dziedzinie i coraz ciężej jest nam zrozumieć i uchwycić na przykład tak skomplikowane na pierwszy rzut nowości jak Neuromarketing.

Po drugie brakuje nam prawdziwych wzorców – rodzimych guru, od których moglibyśmy się uczyć stosować rozwiązania marketingowe. Po prostu u nas ich nie ma, bo od raptem dwudziestu kilku lat na poważnie zaszczepiliśmy marketing w polskim biznesie.

Po trzecie w końcu marketing w Polsce nadal traktowany jest połowicznie. Skupiamy się na reklamie, na generowanych przez reklamę kosztach. W konsekwencji nasze rodzime dzieła reklamowe pozbawione są zbyt często sensu i logiki, jeśli popatrzymy na to z czysto biznesowego punktu widzenia. Większość firm bazuje na intuicji i jako takim doświadczeniu agencji reklamowych, gdzie wyrocznią są z reguły prze-kreatywni ludzie, którzy bardziej z powołania i osobistej potrzeby stali się twórcami spotów, bannerów, czy plakatów.

Tego, czego najbardziej dzisiaj brakuje w naszym kraju to możliwości kształcenia się w zakresie szeroko pojętej reklamy oraz marketingu na światowym poziomie. Przydałoby się częściej i więcej korzystać z tego, co oferują zagraniczni wyspecjalizowani trenerzy od marketingu i reklamy. Sensownych ludzi, z bogatym doświadczeniem w obszarach kreacji, strategii, czy projektowania nie sposób wymienić na palcach jednej dłoni. A potrzeba w tym zakresie jest ogromna. Oczywiście domniemana potrzeba, bo co rusz pojawiają się pseudo specjaliści, którzy próbują swoich sił na rynku usług reklamowo-każdych mamiąc tym samym równie naiwnych klientów, że ta współpraca zaowocuje zyskiem dla obu stron – przecież reklama dźwignią handlu. Rzadko kiedy taka kooperacja się udaje, a później cierpi na tym cała branża, bo zaufanie do agencji u tego klienta jest na lata zamrożone. To samo tyczy się niezliczonej ilości ofert szkoleniowych, które najcześciej oparte są na miałkich case studies i na dużej ilości teoretyzowania. Przy wyborze takiego szkolenia czy warsztatu trzeba się kierować przede wszystkich faktyczym doświadczeniem trenera: nie gdzie pracował, w jakich znanych firmach, tylko co konkretnie robił, za co był odpowiedzialny, czego może nas nauczyć przy założeniu, że ma do tego zdolności – z tym też jest problem.

Wybór szkolenia w żadnym wypadku nie powinna wyznaczać cena, ani powierzchowny opis zawodowych dokonań szkolącego. Powszechnie wiadomo, że sukces ma wielu ojców. Certyfikaty, czy inne dokumenty świadczące o predyspozycjach trenerskich również nie muszą oznaczać, że przytoczona w programie szkolenia wiedza marketingowa, bądź reklamowa czegoś nas nauczy.

Sięganie po nową wiedzę i kompetencje powinno być dzisiaj podstawą funkcjonowania każdego marketera. Nie wystarczy już znać się na marketingu, tzn. potrafić rozróżnić BTL od ATL, czy PR od promocji. Marketer w czasach współczesnych powinien być jednym z kluczowych pracowników w firmie, na głowie którego jest zdobywanie wiedzy o rynku, o konkurentach, o preferecjach konsumenckich, następnie ich analizowanie i wyciąganie właściwych wniosków, które w konsekwencji tego procesu należy umieć przełożyć na komunikację. Efektywny marketer dzisiaj musi być uzbrojony w możliwość obserwowania otoczenia marki, firmy, która go zatrudnia, aby mógł odpowiednio szybko reagować na wciąż zmieniający się rynek. Im więcej zatem odbytych specjalistycznych szkoleń, udziału w kongresach, seminariach czy spotkaniach branżowych, tym więcej potencjalnej nowej wiedzy. Marketing w dojrzałych firmach powierza się osobom, które zdają sobie sprawę ze skomplikowania procesu, odpowiedzialności biznesowej tego stanowiska pracy i ponadprzeciętnych umiejętności managerskich, jakich się od nich oczekuje. Bo marketer musi wiedzieć, że wszystkiego sam nie zdoła zrobić i dlatego musi potrafić współpracować z zewnętrznymi podmiotami: agencjami badawczymi, reklamowymi, PR-owymi czy marketingowymi. Niemniej to marketer musi doskonale wiedzieć, w czym te zewnętrzne podmioty mają mu pomóc i jaki jest kierunek rozwoju jego marki, czy firmy na rynku.

Przy założeniu, że polski rynek wygląda bardzo mizernie w porównaniu z tym, jaką rolę odgrywa marketing management np. w USA, jesteśmy poniekąd skazani na siebie, ale to nie znaczy, że powinniśmy tkwić w tym maraźmie. Tym bardziej trzeba otwierać się na nowe możliwość i szukać inspiracji nie tylko na rodzimym rynku.

2 marca 2010, 11:44 - Marcin Gieracz | Kategoria: Nowości,Promocja,Szkolenia

Komentarze (0)

Brak komenatrzy...

Kanał RSS dla komentarzy do tego wpisu...

Przykro nam, ale komentarze są zablokowane dla tego wpisu.